lifestyle

Co oglądać czekając na Euforię?

Drugi sezon Euforii serwuje nam jeszcze głębszą, angażującą i niekonwencjonalną historię z szeroko pojętego gatunku young adult. Czy są produkcje, którymi możemy uciszyć swój głód pomiędzy kolejnymi odcinkami? Są.

seriale euforia

Sam Levinson wyniósł swój przełomowy portret nastolatków na jeszcze wyższy poziom, wymykając się przy okazji licznym konwencjom gatunkowym. Euforia w drugim sezonie (obejrzawszy dopiero cztery pierwsze odcinki) udowadnia, że jest już nie tylko najciekawszą pozycją o nastolatkach ostatniej dekady, ale i swego rodzaju pivotem popkulturowym we współczesnym serialu. Nic dziwnego, że twórca zdecydował się dawkować tą historię, zmuszając nas do cotygodniowego oczekiwania na kolejną premierę. W poniższym tekście znajdziecie kilka propozycji tego, co pozwoli Wam przetrwać tygodnie oczekiwania na nowe odcinki Euforii.

 

Tacy właśnie jesteśmy (We Are Who We Are) – zacznijmy od najważniejszego


Luca Guadagnino, twórca serialu, w każdym swoim obrazie rozpływa się nad nieuchwytnością młodości, piękna i swoistej beztroski, czego idealnym przykładem może być chociażby Call Me By Your Name. W przypadku We Are Who We Are nie jest inaczej. W swoim miniserialu rzuca światło na okres dojrzewania dwójki bardzo złożonych nastolatków, miejscem akcji czyniąc amerykańską bazę wojskową we Włoszech.

Lawiruje pomiędzy tematami tożsamości, szukania samego siebie, odkrywania wewnętrznych pragnień i nieporadnej walki z samotnością. Nie ma tutaj kalifornijskiego blichtru rodem z klasycznych teen dram rozgrywanych w pięknie wystylizowanych szkołach. Dostajemy za to szalenie wiarygodne sylwetki nastolatków, fabułę pełną niedopowiedzeń i niekiedy brutalną wręcz narrację. Guadagnino w tych samych scenach potrafi zestawić nieuchwytne piękno z niekończącą się próbą zrozumienia własnych emocji.

Dostępne na: HBO GO

we are who we are grand army

Grand Army – zakopana perła od Netflixa?

O ile Netflix osiągnął mistrzostwo w taśmowej produkcji seriali o nastolatkach, o tyle tylko przy niektórych z nich można się zatrzymać na dłuższą refleksję. Obok ubiegłorocznych Książąt, zdecydowanie warto zwrócić uwagę na Grand Army. Za dość klasycznym obrazem szkoły średniej i grupy nastolatków skupionych na imprezach i powierzchownych wartościach, wyłaniają nam się tematy, których do tej pory produkcje młodzieżowe nie wyczerpywały do końca. Walka z traumą po ataku terrorystycznym, akceptacja stanu materialnego czy radzenie sobie z molestowaniem seksualnym to tylko wierzchołek góry lodowej.

Postaci nie są przezroczyste, każda historia niesie względny ładunek emocjonalny, rzadko kiedy serwując wizualnie nadmuchane sceny. Oglądając to już jakiś czas temu, miałem wrażenie jakby reżyser celował w stworzenie dojrzalszej i bardziej postępowej wersji klasycznego już Degrassi. Efekt? Naprawdę dobry serial.

Dostępne na: Netflix

 


Kumple (Skins) – a wszystko zaczęło się od…

Ciężko mówić o rozwoju serialu młodzieżowego, a już tym bardziej w kontekście Euforii, pomijając jej prototyp. Oryginalna wersja Skins dała początek licznym tropom wykorzystywanym przez lata w wielu pozycjach z tej listy. W odróżnieniu od takich tytułów jak Gossip Girl czy One Tree Hill (zakorzenionych raczej we wpływie Sex and the City), Skins zrywało tematy taboo, obnażało niedoskonałości dojrzewania i bezprecedensowo pokazywało wszystkie blaski i cienie życia w szkole średniej.

Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że Skins odegrało podobną rolę w popkulturowym dojrzewaniu poprzedniego pokolenia, jaką obecnie pełni Euforia. Jeśli teraz stwierdzamy, że Euforia bez ogródek pokazuje nagość, uzależnienia i skrajny bunt z oczekiwaniami społeczeństwa, oglądając Skins możemy doszukać się początku tej drogi. 

Dostępne na: Netflix

skins generation


Pokolenie (Generation) – okiem Gen-Z

Uwaga, to zdecydowanie nie jest pozycja idealna, zostawiająca parę wyrw logicznych i fabularnych, ale zdecydowanie najbliższa Euforii. Za kamerą Generation stoi 19-letnia Zelda Barnz, która razem ze swoim ojcem serwuje pełen ekspresji i kolorytu pejzaż pokolenia mediów społecznościowych. Wizualnie mocno wybija się estetyka charakterystyczna dla Gen-Z, co stanowiło jeden z głównych celów młodej Barnz. Ekscentryczne postaci, brokat, silne emocje, krytyka patriarchatu i przekrojowy wgląd na nieheteronormatywne postaci i związki.

W całości swojego progresywnego podejścia, Generation chwyciło zbyt wiele srok za ogon. Konsekwentne budowanie postaci zeszło na dalszy plan, uniemożliwiając nam głębsze przywiązanie do którejkolwiek z nich. Serial bardzo chciał mówić innym językiem, działać nowatorskim obrazem i stanąć u boku Euforii jako reprezentant nowej ery serialu young adult. Niestety, do Euforii daleko, a sam serial został skasowany po pierwszym sezonie. Niemniej jednak, do obejrzenia na kaca.

Dostępne na: HBO GO

 

 

Skam – powinniśmy się uczyć od Norwegów

Mówiąc o Skamie trzeba mówić o fenomenie. Emitowany od 2015 roku norweski serial postawił poprzeczki, których Amerykanie do tej pory przeskoczyć nie mogą. Skam zachwyca swoją skromnością, pokorą i brakiem sztampy. Podążając za bardzo naturalną soczewką można odnieść wrażenie jakbyśmy oglądali niszową, krótkoodcinkową, produkcję na YouTubie. Tytuł mimo swojego początku w Internecie, finalnie doczekał się swoich odpowiedników we Włoszech, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Belgii czy USA.

Jak mówi Julie Andem, odpowiedzialna za serial, nie tworzyła fikcji. Pisząc Skam przeprowadziła setki rozmów i wywiadów z realnymi nastolatkami i przekopała się przez tysiące wpisów na social media. Jak komentuje, chciała przelać na ekran realne problemy, prawdziwe postaci i ukazać młode pokolenie bez grama przesady. I to jej się zdecydowanie udaje. Bohaterowie nie są idealni, ba, nawet ich gra aktorska nie jest, co zupełnie nie przeszkadza w pożarciu całości w kilka dni. Urzeka swoim umiarkowaniem i zatrzymuje uniwersalnym przekazem. Zdecydowany must.

Dostępne na: CDA

industry skam

 

Branża (Industry) – narkotyki, kariera i… potrzeba uznania

Oglądając Industry można odnieść wrażenie, że oglądamy bohaterów Euforii po studiach. Grupa głodnych kariery absolwentów, ścigająca się o sukces w prestiżowym londyńskim banku. Surowy obraz, seks, narkotyki i bezwzględna walka o swoje, która momentami stopuje by pokazać nam beznadziejność obecnej sytuacji głównych bohaterów. Z ekranu wylewa się wręcz sznyt HBO, podobny do tego z Euforii, jak i cięty reżyserski palec Leny Dunham, znanej chociażby z przełomowych Girls.

Industry tańczy na granicy brutalnych realiów wyścigu szczurów i powolnego upadku wartości, które prowadzą nasze postaci do często radykalnych wyborów. Nieszablonowy, dosłowny i niezwykle charakterny. Jeśli chcecie czegoś, co dostarczy wam dawkę mocnych emocji i utrzyma w lekko mrocznym klimacie odkrywania nowego etapu dorosłości, to jest pozycja dla was.

Dostępne na: HBO GO

 

 

Bo to grzech (It’s a Sin) – bunt tożsamościowy

Wbrew pozorom, It’s a Sin nie jest jedynie rozrywkowym obrazem środowiska gejowskiego lat osiemdziesiątych. Za fioletowymi światłami i soundtrackiem złożonym ze znanych oldschoolowych hitów kryje się wzruszająca historia o przyjaźni, zmianach społecznych i niesprawiedliwej walce z epidemią AIDS.

Obsadzony w głównej roli Olly Alexander, wokalista Years and Years, staje na wysokości zadania i prowadzi nas całą historię. Na ekranie obserwujemy dekadę najważniejszych wydarzeń dla środowiska LGBTQ, brutalizm policji i ciężar życia w stłamszonej, niezrozumianej wtedy mniejszości. Pięć odcinków zabiera nas w podróż, która z jednej strony wywołuje gęsią skórkę, z drugiej pokazując, że przez ostatnie 40 lat aż tyle się nie zmieniło.

Dostępne na: HBO GO

I may destroy you it's a sin

 

Mogę cię zniszczyć (I May Destroy You) – a to po prostu obejrzyj

Bomba emocjonalna i jeden z najważniejszych seriali 2021 roku. Napisany, wyreżyserowany, wyprodukowany i zgrany (!) przez Michaelę Coel brytyjski serial to odbicie bardzo autorskiego i niezależnego kina na srebrnym ekranie. Pominięty przez liczne rozdania nagród, I May Destroy You stał się emblematem tematów, o których mówić nie chcemy, bo są za trudne. Produkcja Coel wymyka się komercyjnej zagraniom, bardzo skrupulatnie pokazując psychologiczne konsekwencje napaści seksualnej, nierówności płciowej i zrozumienia społecznego.

Momentami bardzo niewygodny, sporadycznie zabawny, a zarazem mocno trzymający w napięciu. I May Destroy You nie jest ruchomą kamerą za plecami ofiary, a raczej wyrwanym z jednoznacznej bieli czy czerni obrazem radzenia sobie z traumą i walką o finalne katharsis. Jeśli po tym opisie, mimo wszystko, wydaje Ci się, że wiesz czego się spodziewać – to nie, nie wiesz. Ja też nie wiedziałem, ale obejrzałem i teraz polecam to Wam. Po prostu obejrzyj.

Dostępne na: HBO GO

Dodaj odpowiedź

Twój e-mail nie będzie opublikowany.

Sprawdź jeszcze

Więcej naszych wpisów