lifestyle

Czy The Last of Us to najlepsza adaptacja gry? [recenzja]

Wielu fanów miało obawy względem adaptacji The Last of Us. Serial HBO jednak dla wielu okazał się zaskoczeniem i stał się ogromnym hitem dla telewizji. To serial bardzo wierny względem pierwowzoru, ale nie bojący się nowych pomysłów.

The las of us recenzja

Omówienie nowego hitu HBO

Wiązano z serialem produkcji HBO The Last of Us  szczególne nadzieje. Mowa tu o adaptacji serii gier z ambitniejszymi aspiracjami, trudniejszej do przeniesienia na język filmu w porównaniu do większości gier. Były to produkcje przełomowe pod względem technicznym, ale też prowadzenia narracji, mocno inspirując się estetyką filmów. Ważniejsze od gameplayu było opowiedzenie historii prowokującej do myślenia i wzbudzającej silne emocje.

Serial stanowi bezpośrednią adaptację pierwszej części gry. Akcja ma miejsce 20 lat po globalnej pandemii spowodowanej grzybem, który przemienia zarażonych ludzi w zombie. Bohaterem jest Joel (Pedro Pascal), samotny, starzejący się mężczyzna, który dostaje misję eskortowania nastoletniej Ellie (Bella Ramsey), która okazuje się jedyną nadzieją na pokonanie zarazy.

Sprawdź także: Najlepszy Batman dostępny już na HBO Max! [recenzja]

Nowe oblicze The Last of Us

Widać duży wpływ zarówno Neila Druckmanna (twórca gier), jak i Craiga Mazina (Czarnobyl), czyli showrunnerów serialu. To serial bardzo wierny pierwowzorowi, ale też sięgający po nowe rozwiązania. Większą wagę tutaj przywiązano do nowych niuansów i rozwinięcia świata m.in. dodając perspektywę postaci drugoplanowych.

Od samego początku dostajemy informacje, których w grach nigdy nie było. Poznajemy m.in. potencjalne pochodzenie zarazy, ale też kulisy ikonicznych wydarzeń z gier. Jednocześnie obserwujemy wiele bardzo wiernie zrekonstruowanych scen, które fani znają na pamięć.

Twórcy serialu postanowili położyć nacisk na to, co stanowiło o tożsamości cyklu The Last of Us. W grach najważniejszy wcale nie był gameplay, ani motyw walki z zombie, tylko historia bohaterów, poznawanie ich relacji i emocji. To historia o człowieczeństwie w mocno nieludzkich czasach. Z tego powodu serial ma mniej akcji i scen na pogranicza horroru, a więcej retrospekcji i scen obyczajowych.

Sprawdź także: Top 10 najlepszych filmów 2022 roku

O czym tak naprawdę jest The Last of Us?

The Last of Us przedstawia nam wyjątkowo mroczną wizję świata. Ludzkość jest zdziesiątkowana, część przemieniona została w groteskowe monstra, a inni toczą między sobą nieustanną wojnę. Nie to jednak jest najważniejsze.

Ważniejsze są jednak osobiste rozterki bohaterów, droga, jaką przechodzą Joel i Ellie — dwie bardzo różne od siebie osoby, które straciły życiu kogoś bliskiego i mają równie dużą potrzebę miłości. W trakcie ich podróży obserwujemy różnych ludzi, którzy stanowią swego rodzaju odbicie bohaterów. Każde kolejne spotykania uświadamia Joelowi i Ellie, jak bardzo potrzebują się nawzajem, dlaczego warto walczyć o najbliższych, zachować resztki człowieczeństwa.

Sprawdź także: The Walking Dead – Dokąd zmierzały Żywe trupy?

The Last of Us takie same, ale inne

Twórcy chcieli uniknąć schematów typowych dla innych produkcji postapo pokroju The Walking Dead. Postarano się, aby żaden konflikt nie był czarno-biały, każde działanie podejmowane przez bohaterów miło swoje konsekwencje, akcja nie odciągała uwagi widza od tematów jakie twórcy chcieli poruszyć. Wszystko jest spójne z motywami przewodnimi The Last of Us. To serial, który ma przerażać, ale nie tylko zombie, ale przede ludźmi, do czego może doprowadzić może ich walka o przetrwanie, jak bardzo tragedia potrafi ich zmienić. To także wzruszająca historia o wartości ludzkiego życia i potrzebie szukania miłości.

Świetnie wypadają tutaj aktorzy, oddali oni złożoność postaci i ich skrajne emocje. Zarówno ci bardziej doświadczeni, jak Pedro Pascal w roli Joela, czy Nick Offerman jako Bill, jak i ci młodsi, jak Bella Ramsey jako Ellie. Każdy z nich oddaje złożoność postaci, ich słabości i niedoskonałości. Nawet jeżeli niektórzy wizualnie nie przypominają pierwowzorów, swoją charyzmą, charakterem nadrabiają sporo. Relacje, sceny interakcji są przedstawione bardzo naturalnie, zadbano, aby dialogi prezentowały się realistycznie, a bohaterowie wykraczali poza utarte klisze.

Nie wszystko jednak zadziałało, jak powinno. Czasem serial ma problemy z odpowiednim bilansem. Niektóre zmiany wpłynęły ma korzyść, jak np. nowa perspektywa w kilku momentach, lub nowe niuanse. Niestety niektóre poboczne wątki (np. Katleen) nie działają tak dobrze – albo nie wnoszą tak dużo, do historii, albo niepotrzebnie odbierają czas głównemu wątkowi. Sprawia to, że chociaż serial odtwarza wiele ikonicznych scen z gier, nie wszystkie mają równie silny wymiar emocjonalny przez pewne skróty. Sam finalny odcinek wydaje się pospieszny względem tego z growego pierwowzoru.

Czasami serial ma problemy z pacingiem, zbyt rzadko przypomina nam się o zagrożeniu, lub głównej stawce. Przydałoby się mimo wszystko więcej odcinków (1-2), aby nieco lepiej rozbudować niektóre aspekty głównej historii.

Sprawdź także: Kontrowersyjne akcje aktywistów ekologicznych XXI wieku

Piękne apokalipsa

Pod względem technicznym HBO raz jeszcze pokazał, że potrafi stworzyć prawdziwe widowisko na małym ekranie. Podobnie jak w grach, obserwujemy tutaj świat odradzający się po apokalipsie, gdzie ruiny, stosy trupów pokrywane są bujną roślinnością i grzybami. Wygląda ro zarówno pięknie, jak i przerażająco.

Zachwycają plenery i scenografie, w których czuć niesamowity rozmach. Dzięki odpowiedniemu zbilansowaniu ręcznie wykonanej scenografii z efektami specjalnymi lokacje wyglądają bardzo realistycznie. Podobnie tyczy się zarażonych, którzy głównie oparci są na kostiumach i charakteryzacji. Ich unikatowe designy zaczerpnięte z gier z kolei przerażają bardziej niż dotychczas.

Podsumowanie

The Last of Us pomimo pewnych potknięć pozostaje najlepszą aktorską adaptacją gry video. Pokazuje nowe podejście do adaptacji, może przetrzeć szlak dla innych produkcji. To serial, który próbuje coś więcej, aniżeli proste przełożenie gameplayu — próbuje zastąpić elementy, które działały w grze elementami, które działają lepiej w wersji aktorskiej. To adaptacja bardzo wierna, ale mająca na tyle nowych pomysłów, że nawet fani mogą się zaskoczyć.

 

Dodaj odpowiedź

Twój e-mail nie będzie opublikowany.

Sprawdź jeszcze

Więcej naszych wpisów