Sport Sporty walki

Marcin Tybura z kolejnym zwycięstwem w UFC

Za nami ostatnia gala UFC w tym roku. Miała ona miejsce w Las Vegas. Dla polskiej części fanów MMA najważniejszym starciem było pierwsze w karcie głównej Marcina Tybury (21-6) z Gregiem Hardym (7-3-1).  Obaj reprezentanci dywizji królewskiej mają za sobą pracowity rok. Dla zawodnika pochodzącego z Uniejowa był to już czwarty występ w ciągu ostatnich 12 miesięcy, zaś dla Amerykanina trzeci. Panowie wygrali wszystkie swoje walki w roku 2020 w największej organizacji MMA na świecie. Jaki scenariusz napisało ich wspólne show? Zapraszam do lektury.

W pierwszym starciu głównej części widowiska obejrzeć mogliśmy Marcina Tyburę, walczącego z byłym footbollistą – Gregiem Hardym. Polak po świetnym roku w swoim wykonaniu i zdobyciu 3 bardzo ważnych zwycięstw podjął wspinającego się po dolnych szczeblach królewskiej dywizji, popularnego „Prince of War”. Dla Amerykanina był to drugi, po Aleksandrze Wołkowie najpoważniejszy sprawdzian w dotychczasowej przygodzie w UFC. Polak zaś wkraczał do oktagonu jako zawodnik mniej rozpoznawalny i 4. walka w roku była dla niego również najbardziej medialną w karierze. Według wielu, znacznie przewyższał umiejętnościami swego rywala, który jednak mógł być przepustką do świadomości fanów MMA na całym świecie.

Ciężki początek walki dla Polaka

“Prince of War” był od Polaka wyższy, cięższy i dysponował nieco lepszym zasięgiem. Pierwsza runda okazała się być sporym wyzwaniem dla zawodnika z Uniejowa. Hardy w pierwszych pięciu minutach pojedynku popisał się umiejętnościami pięściarskimi. Cała runda prowadzona była w stójce. Amerykanin wyprowadzał na zmianę proste ciosy oraz low kicki, które dochodziły do twarzy jego rywala. Marcin Tybura, dzięki dobrym umiejętnościom defensywnym był w stanie uniknąć pojedynczych uderzeń przeciwnika. Niestety, wiele z nich i tak rozbiło jego twarz w ostatniej minucie 1. rundy. Tybur dwukrotnie podjął się próby obalenia. Tutaj przewaga warunków fizycznych Hardego dała o sobie znać i pojedynek utrzymał się w stójce. Greg schodził na przerwę jako wygrany, pierwsza odsłona pojedynku zdecydowanie na jego korzyść.

Powrót Tybury do walki

Sprawa zdawałaby się już z góry przesądzona. Mimo pokazania się z dobrej strony Greg Hardy ma słabość, której nie może wykluczyć od kilku pojedynków. Czynnik, który wpływa na przebieg jego walk i to pod niego układany jest gameplan. Mowa tutaj o kondycji. Marcin Tybura mimo dużego rozbicia z jakim zakończył pierwszą rundę wydawał się świeższy i nie było po nim widać przede wszystkim zmęczenia oraz braku zasobu tlenu, czego nie można było powiedzieć o przeciwniku. Druga runda to już zgoła inne widowisko. Urodzony w Millington były zawodnik Carolina Panthers miał już coraz większe problemy z łapaniem oddechu. Doświadczony Polak umiejętnie to wykorzystywał wyprowadzając ciosy z kontry i zmuszając przeciwnika do pogoni za nim. “Prince of War” starał się kontynuować, co pozwoliło mu wygrać pierwsze 5 minut. Niestety dla niego, tym razem Tybur był już sprytniejszy, jego garda była szczelniejsza, tułów poruszał się szybciej od ciosów, które leciały w jego kierunku, a on sam zdawał się być znacznie pewniejszy siebie. Dwie minuty przed końcem drugiej rundy, Tybura postanowił wejść w nogi rywala. Po kilkunastosekundowej próbie obrony obalenia i wygrania pojedynku siłowego z Polakiem, zmęczony Hardy wylądował na macie. Tam, Uniejowianin wiedział doskonale, co ma robić. Początkowo, delikatnie obijał oponenta, by finalnie jednym trafnym łokciem rozpocząć symfonię ciosów z góry, które zmusiły sędziego do przerwania pojedynku. Nie była to łatwa, a jakże cenna dla Marcina Tybury przeprawa.

Marcin Tybura vs Tyson Fury?

Marcin kończy galą w Las Vegas bardzo męczący, ale niezwykle owocny i jak sam przyznał, szczęśliwy rok. W wywiadzie po walce, przyznał że plan na walkę wypalił w stu procentach. Miał on wymęczyć Hardego i następnie dokończyć dzieła zniszczenia w parterze. Daniel Cormier, czyli były mistrz dywizji UFC, w której występuje Marcin, pochwalił go i co więcej, przyznał mu jego prawowitą przynależność do pierwszej dziesiątki najlepszych zawodników w tej kategorii. Polak został zapytany również o kolejną walkę. Ten zażartował, że nieistotne kogo wyzwie i tak nie będzie miało to miejsca, więc po prostu czeka na to, co UFC przygotuje dla niego w przyszłości. Dodał również, że odnosząc się do tego, co przed walką mówił jego rywal, teraz równie dobrze może zażyczyć sobie starcia z Tysonem Furym, Deontayem WIlderem, czy Anthonym Joshuą. 

Doskonałe statystyki Marcina Tybury w UFC

Warto również wspomnieć o 2 istotnych statystykach związanych z Polakiem przedstawionych tej nocy. Marcin Tybura ma najwyższy procent obrony obaleń w historii wagi ciężkiej, który wynosi aż 82.1%. Co więcej, zakończył wieczór jako zawodnik z największą aktywną serią wygranych w swojej kategorii wagowej!

Podsumowanie roku

Rok 2020 był rokiem nietypowym i niewątpliwie ciężkim. Najlepszy polski zawodnik w kategorii ciężkiej wykorzystał go w pełni. 4 pojedynki, 4 wygrane i przede wszystkim 4 wspaniałe występy. Popularny Tybur, który przeżywa swoją drugą młodość i dzielnie oraz efektywnie wspina się w rankingu swojej dywizji. Do walki o pas UFC wciąż dzieli go kilka zwycięstw, ale czy jest to dla niego niemożliwe? Na pewno ten rok napawa nadzieją na przyszłość. My, gratulujemy polakowi świetnego występu, jak i całego roku, a w tym nadchodzącym życzymy przynajmniej powtórzenia tego, co udało mu się dokonać w 2020.

Więcej o walkach MMA oraz wydarzeniach sportowych przeczytasz na Nowl Sport.

1 Comment
  1. Przemysław 1 rok ago
    Reply

    Moim zdaniem Marcin zdominuje ten rok. Niby coraz starszy a coraz lepszy. Powinien walczyć z JDS. Dużo mu to da. Pozdro

Dodaj odpowiedź

Twój e-mail nie będzie opublikowany.

Sprawdź jeszcze

Więcej naszych wpisów