lifestyle

Morbius. Wampiry bez zębów

Morbius wbrew marketingowi nie jest filmem Marvela, tylko Sony bazującym na jego komiksach. Podobnie jak w przypadku Venoma, trudno było przewidzieć co ostatecznie dostaniemy. Bardziej horrory, czy film superbohaterski? Jak Morbius ostatecznie prezentuje się na tle konkurencji?

morbius

Tydzień temu nowy hit na motywach komiksów Marvela wszedł do kin, czyli Morbius. Film będący częścią małego uniwersum tworzonego przez Sony. Jak wyszło to połączenie horroru z superbohaterami?

Studio Sony od lat ma prawa do ekranizowania przygód Spider-Mana i postaci z nim powiązanych. Udało się nawiązać współpracę z Marvel Studio w kwestii wspólnego tworzenia filmów o Człowieku Pająku w ramach MCU. Jeśli chodzi o resztę postaci, Marvel nie wykazał zainteresowania. Sony zdecydowało się samemu budować swoje małe uniwersum korzystając z postaci do których ma prawa. Pierwszą próbą był Venom, który odniósł sukces i doczekał się nawet części drugiej. Sony postanowiło pójść za ciosem i opowiedzieć genezę kolejnego przeciwnika Spider-Mana, czyli Morbiusa. Jak tym razem wyszło?

Sprawdź również: Peacemaker. Superbohater, czy żart?

Dziecko lat 90

Morbius jest podobnym typem postaci co Venom. Człowiek przemieniony w potwora, który balansuje na granicy dobra i zła, charakteryzujący się też ciekawym designem. Sony stosuje sprytną taktykę. Sięga po postacie różniące się od pierwszoligowych bohaterów MCU – bardziej niepokorne, groźne i niejednoznaczne moralnie. Zarówno Venom, jak i Morbius w swojej koncepcji mocno wiążą się z konwencją horroru, więc mogą zainteresować nie tylko fanów komiksów. Jednocześnie odwołują się poniekąd do nostalgii – obie postacie były popularne w latach 90, pojawiały się nie tylko w komiksach, ale też w kreskówce ze Spider-Manen, oraz w formie zabawek. Każdy, kto wychowywał się w latach 90, musiał w którymś momencie zetknąć się z Venomem, lub Morbiusem.

Jak na ironię, zarówno Venom, jak i Morbius wyglądają jak filmy powstałe w latach 90. Kiedy nie było jeszcze wyrobionej koncepcji na kino superbohaterskie, a wytwórnie miały ograniczone prawa do postaci.

Sprawdź również: Nowl wspiera bezpośrednią pomoc Ukrainie – razem możemy więcej

Doktor Jekyll i pan Hyde w wersji light

Daniel Espinosa stworzył wcześniej dla Sony film pt. Life – prosty, konwencjonalny, ale sprawnie nakręcony horror. Widać, że w przypadku Morbiusa chciał pójść w podobnym kierunku. Film traktuje się zaskakująco poważnie jak na współczesne standardy kina superhero, próbuje opowiadać klasyczną historię doktora, którego ambicja przemienia potwora i zmagać się musi z podwójną naturą. Poznajemy pokrótce motywacje Michaela Morbiusa (Jared Leto), jego przeszłość, relacje z najbliższymi, oraz jak przemiana w wampira okazuje się dla niego fascynująca i przerażająca.

Niemal wszystkie tropy znane z klasycznych horrorów Universalu są tutaj obecne. To bardzo prosta, wręcz wtórna historia, ale do jakiegoś czasu trzymająca się kupy i wpisująca w konwencję. Espinosa jest zaledwie wyrobnikiem, ale ma pewne pojęcie w kwestii kręcenia filmów. Jego Morbius do pewnego momentu oddaje konwencję horroru – buduje sprawnie dramat bohatera i sceny grozy z jego udziałem. Problem w tym, że od połowy film zaczyna się rozsypywać. Protagonista nie przechodzi żadnego rozwoju charakterologicznego, powstaje konflikt który jest przewidywalny do bólu, nie trzyma w napięciu i nie prowadzi do żadnej konkluzji, a próby pożenienia horroru z historią superhero wychodzą coraz bardziej karkołomnie. Coraz bardziej czuć zmiany narzucone przez studio, które chciało bardziej podkreślić elementy filmu superbohaterskiego.

Bardzo nieprecyzyjnie są zaprezentowane tutejsze moce wampira, które zmieniają się ciągle na potrzeby scenariusza. Same supermoce nie wyglądają ciekawie ani na poziomie koncepcji, ani efektów specjalnych. Postanowiono pokazać zmysły wampirów poprzez unoszący się dym z każdego obiektu. Początkowo nie wygląda to źle, ale w ruchu wszystko zaczyna się rozmywać i tworzyć chaos na ekranie.

Anemiczne wampiry

Aktorsko prezentuje się nieźle, acz trudno mówić o kreacjach, które zapamiętamy na lata. Jared Leto w porównaniu do swoich poprzednich kreacji jest dużo bardziej wyciszony i pogrążony w swoim cierpieniu. Faktycznie można uwierzyć w jego postać w pierwszej połowie filmu. Zabrakło mimo wszystko więcej niuansów, które mogłyby przełamać jego postać. Matt Smith jako jego przyjaciel i później antagonista jest bardziej przeszarżowany, ekscentryczny, teatralny, dzięki czemu wnosi do filmu trochę kolorytu i energii. Reszta niestety jest kompletnie bez wyrazu – żadna inna postać nie wnosi niczego do historii, a pozostali aktorzy nie mają wiele do roboty.

Podsumowanie

Morbius wbrew niektórym głosom nie jest najgorszym filmem superbohaterskim. Podobnie jak Venom przeszedł szereg zmian, dokrętek i przepisywań scenariusza, które poszły bardziej na niekorzyść. Elementy horroru które początkowo buduje Espinosa wypadają nieźle, aktorstwo jest solidne, zdjęcia chwilami klimatyczne. Seans jest krótki i nie posiada zbyt wiele dłużyzn. Problem jest taki, że w pewnym momencie film gdzieś się gubi, nie prowadzi do żadnych konkluzji. Całość bardziej przypomina rozciągnięty odcinek pilotażowy serialu.

Dodaj odpowiedź

Twój e-mail nie będzie opublikowany.

Sprawdź jeszcze

Więcej naszych wpisów